8:52:55 – pierwszy sub 9h
Po bardzo dobrym starcie w Czempiniu przyszedł czas na pełny dystans w triathlonie – 3,8 km pływania, 180 km roweru i 42,2 km biegu. Pływanie nadal słabe, ale rower i bieg na tyle mocne, żeby złamać jedną z amatorskich barier: 9 godzin na pełnym Ironmanie.
Zmiana filozofii treningowej
Po tygodniu treningów regeneracyjnych zmieniłem dość mocno filozofię treningową. Wyższe intensywności wyrzucone z planu. Zwiększona objętość treningowa o 3h tygodniowo oraz dodatkowa jednostka pływania.
Tempo startowe duathlonu ze średniego dystansu zmieniło się na tempo pod pełny dystans. Dużo Z2 oraz progu tlenowego.
Jeśli chodzi o pływanie – zacząłem pływać ciągiem na basenie oraz w końcu wyszedłem na OW (open water), wszystko w tempie startowym.
Pływanie – katastrofa i zmiana podejścia
Jak w rowerze i biegu wszystko szło jak po sznurku, tak z pływaniem było na odwrót. Zwłaszcza pierwsze treningi na zewnątrz to katastrofa. W ogóle nie czułem wody. Zegarek wskazywał czasami nawet 2:20 min/100m, co mnie zdemotywowało.
Po kilku takich treningach na OW niewiele się zmieniło i postanowiłem zmienić podejście. Z myślenia życzeniowego przestawiłem tok myślenia na realistyczny bez presji. Zrezygnować ze startu nie mogłem, bo zbyt wiele mnie to kosztowało – i finansowo, i czasowo. Więc konsekwentnie trenowałem dalej.
Wspólne przygotowania
Po drodze udało się spotkać z moimi podopiecznymi na symulację wyścigu trzy tygodnie przed startem oraz dwa tygodnie przed zrobiliśmy razem 150 km.
W czwórkę mieliśmy stanąć na starcie IM Tours.
Kilometry po Europie
Przed startem zrobiłem trochę kilometrów samochodem po Europie.
Najpierw pojechałem z całym majdanem do Polski – 1150 km, był to piątek 6.06.2026. Po spędzonym czasie z rodziną, wspólnie z mamą (która pojechała ze mną mi kibicować), wyruszyliśmy w podróż do Tours we Francji 11.06.2026 – 1650 km. Trasę podzieliłem na dwa dni (pierwszy 1000 km, drugi 650 km).
Tours – kawa, spokój i ostatnie chwile przed burzą
Piątek i sobota – ostatnie przygotowania
W piątek po prostu się relaksowaliśmy, zjedliśmy dobrą kolację, spacer wokół jeziora i do spania. Budzika nie ustawiałem, więc się super wyspałem.
W sobotę z rana aktywacja biegowa – trucht plus 5×1′. Później pojechaliśmy w miejsce, gdzie to wszystko się odbywało – było to na drugim końcu miasta. Trzeba było odstawić rower i zobaczyć, jak to wszystko wygląda.
Na miejscu byli już wszyscy znajomi. Było nas łącznie 6 osób, w tym 4 osoby z PaceLab.
Z mamą i Cervelo – najlepszy support team
Wszystko było super zorganizowane. Strefa zmian była pod zadaszeniem, więc nie musiałem się obawiać, że coś się stanie na słońcu z oponami. Na spokojnie bez stresu wszystko postawiłem na miejsce.
Dodam, że udało się nam dzięki obsłudze ogarnąć numery startowe jeden po drugim – od 2604 do 2609, gdzie ten ostatni był mój.
Strefa zmian pod dachem – rowery bezpieczne, nerwy w ryzach
Lista sprzętu
Etap rowerowy: rower, kask, numer startowy, buty kolarskie (wpinam się w strefie zmian – nie umiem wskakiwać na rower), skarpetki na rower oraz nogawki aero.
Etap biegowy: czapka, okulary, buty biegowe.
Po obejrzeniu trasy pływackiej w rzece oraz reszty strefy zmian i miasteczka, ruszyliśmy z mamą w drogę powrotną. Po drodze zjedliśmy kolację, spacer po lesie i dopiero do hotelu. Klasycznie makaron na 12 godzin przed startem i do łóżka.
Dzień startu – pobudka 3:50
Pobudka o 3:50. Niestety starty IM są bardzo wcześnie i żeby się rozbudzić, trzeba odpowiednio wcześniej wstać. Najważniejsza jest noc wcześniej – tę przespałem znakomicie, więc bez obaw wszystko rano spakowałem, co miałem spakować.
Spakowane: strój startowy, czujnik tętna, zegarek miałem już na ręce, pianka pływacka, czepek, okularki pływackie, chip, pompka z końcówką do dysku. Do tego jedzenie i nawodnienie.
Tours Expo o świcie – cisza przed burzą
Strategia żywieniowa
Z odżywiania miałem pakiet startowy pod pełnego Ironmana od 226ers, z ekstra żelem, którego dodałem od siebie, ponieważ moje pływanie zakładałem o wiele dłużej niż przewidywała strategia tego zestawu.
Plan to 110g CHO/h, w tym 80g w bidonie 750 ml. Trzy pozostałe bidony 750 ml uzupełnione ISO. Osobno w pudełku miałem 16 saltsticków – po jednym co 30 minut.
Arsenał żywieniowy – 226ers na pełny dystans
Dojazd na start
Pojechałem z zapoznanym w hotelu dzień wcześniej innym uczestnikiem zawodów, który mnie poinformował, że o 5:00 policja zamknie drogi i nie będzie możliwości dojechać na miejsce.
Zdążyliśmy zdecydowanie przed czasem. Aż 15 minut. Jak na mnie to dużo, bo zazwyczaj jestem „mistrzem ostatniej chwili” i robię wszystko na wariata, ale nie tym razem. Miałem do pomocy jeszcze mamę, więc nie było możliwości, żeby coś zapomnieć czy się pomylić.
Otwarcie bram i ostatnie minuty
Po otwarciu bram o 5:15 natychmiast wyruszyłem z resztą chłopaków dopompować koła, zostawić żele, bidony, saltsticki. Na miejscu się okazało, że Rafał nie miał powietrza w kole. Na szczęście szybko zmienił dętkę i sytuacja została opanowana.
Następnie poszedłem na ostatnią wizytę w toitoi, uścisk z mamą i na start.
Start pływania był oddalony aż 700 m od strefy zmian, co trochę trwało. Podczas wystrzału startera byłem dopiero w połowie drogi, ale wiedziałem, że rozpocznę przygodę dopiero 30 minut po pierwszych zawodnikach. Znałem swoje miejsce w szeregu i postanowiłem wystartować z zawodnikami na 1:20h, jeśli chodzi o pływanie.
Pływanie – od bojki do bojki
Jest to dyscyplina, w której mi po prostu nie idzie. Powodów jest wiele, ale nie o tym dzisiaj.
Na start czekałem bardzo długo. Wystartowałem 45 minut po pierwszych zawodnikach ze względu na rolling start co 10 sekund.
Etap pływacki postanowiłem przepłynąć bardzo spokojnie. Tak jak umiałem, tak popłynąłem. W rzece jeszcze nie pływałem, ale Loara była bardzo spokojna, więc nie odczułem jakiejś różnicy.
Nie płynąłem za innymi zawodnikami, ponieważ płynęli zygzakiem, mimo świetnie oznaczonej i prostej trasy. Płynąłem po swojemu – od bojki do bojki.
W połowie czułem, że nie idzie jakoś super. Nie czułem na przedramieniu oporu, dłużyło mi się, trochę zacząłem się męczyć. Różne myśli się plątały w głowie. Kusiło zobaczyć, ile jeszcze i jak szybko płynę, ale odpuściłem. To by wszystko popsuło.
Na ostatnim nawrocie już samopoczucie wróciło – w końcu mogę zacząć wyścig!
Wyszedłem z wody po 1:21:27, co dało mi dopiero 1642. miejsce. Jednocześnie był to najszybszy czas pływania w mojej triathlonowej przygodzie na pełnym dystansie. Jak na mnie to całkiem dobrze, co dodało mi sił.
T1 – walka z pianką
Dobiegnięcie do T1 zajęło aż 700 m, co trochę trwało, do tego po drodze szybki pit stop na siku.
W szatni trochę motałem się z pianką – strasznie ciężko się ją ściąga. Jest już wysłużona i do zmiany ewidentnie.
Pierwszy ląduje u mnie zawsze kask na głowie, żeby nie zapomnieć. Później po kolei: numer startowy → skarpetki → nogawki → buty kolarskie → żele i saltsticki. W drodze po rower zjadłem dużego żela 55g CHO i pobiegłem na trasę kolarską.
T1 zajęło mi aż 7:41 min…
Rower – tętno zamiast watów
Na rowerze wiedziałem, że dużo nadgonię. Czułem, że jestem bardzo mocny. Potwierdzały to treningi wcześniej. Plan był prosty – utrzymać średnio między 240-260W.
Niestety nie mogłem na to liczyć, ponieważ pomiar mocy stwierdził, że nie będzie tego dnia działał. Oczywiście byłem przygotowany na taką ewentualność i jechałem na tętno. Moje widełki to 138-146 bpm.
Temperatura była na początku idealna. Wspaniale się czułem.
Pierwsze 40 kilometrów było bardzo frustrujące, ponieważ musiałem co chwilę hamować, omijać o kilka klas wolniejszych zawodników, którzy się nie spodziewali kogoś, kto będzie ich mijał z prędkością bliską 50 km/h. A niestety przy manewrze wyprzedzania nie patrzyli do tyłu w ogóle.
Trasa sama w sobie przepiękna – zamki, winnice i dolina Loary
Trasa sama w sobie przepiękna – mnóstwo winnic, pól, pięknych miasteczek i wiosek oraz wspaniały zamek, który zobaczyliśmy przejeżdżając przez jeden z mostów. Była tylko jedna pętla, krajobraz się non stop zmieniał, zleciało szybko.
Co do nawierzchni – jeździłem już na lepszych drogach. Było średnio, najgorsze były progi zwalniające i odcinki z dziurami. Na jednym ze zjazdów tak mnie wybiło, że straciłem bidony z ISO. Na szczęście punkty żywieniowe były dość często, więc uzupełniłem zapasy.
Z minuty na minutę robiło się coraz goręcej. Pod koniec roweru było już czuć skwar. Odżywianie top według planu 110g/CHO, miałem energię do samego końca. Zero kryzysów, a nawet się hamowałem z myślą o biegu. Wypiłem około 5 litrów płynów i zjadłem 16 saltsticków.
Rower zrobiłem w 4:26:52, co dało średnią 40,3 km/h. 5. w kategorii wiekowej M35-39, 17. overall na etapie rowerowym.
Splity pływania i roweru – od 1642. na pływaniu do 17. na rowerze
T2 – sprawnie
Tutaj poszło nawet sprawnie. Szybciutko założyłem buty biegowe (zeskakiwać z roweru akurat potrafię perfekcyjnie, także buty kolarskie zostały w pedałach). Resztę rzeczy – czyli czapka, okulary, żele – miałem w jednorazówce. Wszystko włożyłem na miejsce w czasie biegu.
T2 w 3:44 min.
Bieg – fantastyczne odczucia i sub 9h
Odczucia po rowerze były fantastyczne. Pierwszy raz na Ironmanie czułem się po prostu dobrze i niezmęczony. Zero skurczy czy czegokolwiek.
Plan był prosty: 4:10 min/km na początek, a później zmiana ekranu zegarka na mapę i bieg na samopoczucie jak zawsze.
Grzało z minuty na minutę coraz mocniej. Pod koniec biegu w słońcu było bardzo gorąco. W cieniu podobno pokazywało 36°C.
Od 10. kilometra zaczęły się lekkie problemy żołądkowe. Zrezygnowałem z żeli z pakietu startowego, których smak mi średnio leżał, i jadłem swoje ulubione. Na każdej stacji piłem małymi łykami – raz wodę, raz colę, raz ISO. Za każdym razem polewałem się mocno wodą z kubków.
Żołądek idealnie w połowie (1,5 kółka z trzech) odpuścił, przez co poczułem przypływ energii. Każdy kolejny kilometr biegłem coraz szybciej, a końcówkę biegłem nawet 3:30 min/km.
Przebiegłem w 2:53:13, co dało mi awans na 25. pozycję overall. Średnie tempo 4:07 min/km – z ujemnymi splitami i finiszem na 3:17/km.
Splity biegu – od 4:18 do 3:17 na ostatnim kilometrze
Meta – sub 9h!
Nie wiedziałem, z jakim czasem łącznie wbiegnę na metę. Po przekroczeniu linii mety timer pokazał 8:52:55, z czego byłem bardzo dumny.
Poczułem ogromny przypływ zadowolenia i spełnienia. Mimo tak miernego pływania udało mi się złamać jedną z amatorskich barier, jaką jest 9h na pełnym dystansie.
8:52:55 – 9. w kategorii M35-39, 25. na 2569 zawodników
Ironman Tours 2026 – podsumowanie
Na mecie – pierwszy sub 9h
Podsumowanie
Jeśli chodzi o pełny dystans, to jestem spełniony. Czy wystartuję kiedyś? Jasne, ale muszę się wziąć porządnie za pływanie. Ale dopiero jak wrócę w przyszłości do Polski. W Holandii przez słabą politykę otwarcia basenów nie mam na to przestrzeni. Nie kosztem życia prywatnego.
Medal Ironman Tours Métropole – Loire Valley
Jak poszło reszcie?
Jednym bardzo dobrze, innym trochę słabiej. Bardzo wysoka temperatura dała w kość każdemu. Były rekordy życiowe, ale też była walka o życie.
Jeden z podopiecznych przekroczył granicę i mimo odwodnienia i totalnego wyczerpania postanowił dokończyć te zawody, chociaż nie było to zbyt rozsądne. Mimo to skończył w 11:39:27.
Wyniki PaceLab – Ironman Tours
Co dalej?
Teraz odpoczynek i na horyzoncie zostały jeszcze dwa starty we wrześniu, a potem zaczynam offseason:
Najbliższe starty
Mistrzostwa świata w duathlonie na długim dystansie
Dwa tygodnie później półmaraton w Wieruszowie
Pierwszy sub 9h. Mimo słabego pływania. Czasem trzeba zaakceptować swoje słabości i wygrać tam, gdzie jesteś mocny.


