Powrót bez ego – jak kontuzja zmieniła mój sezon i podejście do biegania
Dlaczego ten sezon wyglądał inaczej niż planowałem
Gdybym miał wskazać moment w sezonie, który naprawdę mnie zmienił, to nie byłby to żaden rekord, ani mocny start, ani tygodnie ciężkiego treningu. Paradoks polega na tym, że najbardziej ukształtowało mnie to, co wydarzyło się wtedy, kiedy… nic nie mogłem zrobić. Jakby świat mnie zatrzymał i powiedział: Tomku, teraz oddychaj, teraz popatrz na siebie naprawdę.
Jeszcze na początku wiosny wszystko wyglądało jak z podręcznika. Po mocnym starcie w mistrzostwach świata w duathlonie na średnim dystansie mój progres był niemal wzorowy. Noga niosła, tętno spadało, forma rosła. W głowie miałem Berlin i przekonanie, że jeśli będę dokładny, konsekwentny i oczywiście dołożę trochę więcej pracy niż plan zakładał, to nic mnie nie zatrzyma.
No i właśnie to „trochę więcej” okazało się początkiem końca.
Kiedy zamiast słuchać ciała, słuchasz ambicji
Zacząłem robić dokładnie to, o czym jako trener mówię innym, żeby tego nie robić. Zamiast dwóch akcentów tygodniowo – trzy. Zamiast regeneracji – jakiś mały dodatek. Zamiast odpocząć – jeszcze wcisnąć coś na podbudowanie formy.
A ciało dawało pierwsze sygnały. Najpierw delikatne kłucie w udzie, potem sztywność przy pierwszych krokach. Ale wiecie jak to jest: „e tam, przejdzie”. Przechodziło, to fakt, ale tylko po kilku minutach biegu. I to był mój błąd. Właśnie tak wyglądają kontuzje przeciążeniowe – niewinne, delikatne, ale jeśli je ignorujesz, wracają z przytupem.
Wyjechałem do Polski na trzy tygodnie przygotowań. I tam strzeliło. Zamiast treningów – fizjoterapeuta, ortopeda, rezonans. Diagnoza: przeciążenie obrąbka stawowego. Nie tragedia, nie operacja, ale jasny komunikat: musisz przestać biegać.
Dla kogoś takiego jak ja to jak kubeł zimnej wody. Pierwszy tydzień bez biegania był jak odcięcie tlenu. Mam w sobie dużo dyscypliny, ale także ogromną potrzebę progresu. A tu nagle stop. I co teraz?
Była złość, frustracja, a później największy ciężar: zawód samym sobą. Świadomość, że ta kontuzja to nie wypadek – to wynik moich błędów.
Budowanie wszystkiego od nowa
Po tygodniu zaczęła się odbudowa. Stopniowa, powolna, czasem nudna. Codzienne mobilizacje, aktywacje, praca na gumach, ćwiczenia na biodra, barki, rotację. Wszystko to, czego nie wrzuca się na Instagram, bo nie wygląda efektownie.
Z boku pewnie wyglądało to jak cofnięcie się o lata, ale dla mnie to był proces porządkowania całego bałaganu, jaki powstał nie tylko w biodrze, ale też w mojej głowie.
Rower został. Pływanie wróciło, ale od absolutnego zera – znów uczyłem się czuć wodę, utrzymać pozycję, pracować technicznie, bez ciśnienia. I to wszystko działało. O dziwo, zacząłem czuć, że idę w dobrą stronę, nawet jeśli nie wykonywałem żadnego biegania.
Przerwa od biegania trwała pięć pełnych tygodni. Kiedyś wydawało mi się, że pięć tygodni to przepaść, z której nie da się wrócić. Dziś wiem, że jeśli potraktujesz ten czas mądrze, to jest to inwestycja, a nie kara.
Pierwszy trucht – trzydzieści minut. Lekko śmieszne, lekko symboliczne. Ale dla mnie to była euforia. Nie dlatego, że biegłem szybko. Dlatego, że biegłem bez bólu. I dopiero wtedy poczułem, że wracam naprawdę.
Gouda – miasto sera i mój pierwszy test
Do Goudy pojechałem z trójką swoich podopiecznych: Dominiką, Magdą i Wieśkiem. Dla każdego z nas to był inny start – dla mnie test po kontuzji, dla nich szansa na rekordy życiowe.
Gouda to małe miasto w Holandii Południowej, znane głównie z sera. Tak, tego sera. I właśnie tutaj organizują bieg, gdzie za wygraną dostajesz nie puchar, nie voucher – dostajesz 5 kilogramów prawdziwego sera Gouda. Brzmi absurdalnie? Może. Ale to właśnie ten absurd sprawił, że ten start zapamiętam na długo.
Pogoda w dniu startu – typowo holenderska. Około 8°C, lekki wiatr, szarówka. Nie idealna, ale w sam raz do biegania. Żadnych wymówek.
Nasza czwórka przed startem. Dominika, Magda, Wiesiek i ja – każdy z własnym celem, ale wszyscy razem.
Bieg – bez presji, na czucie
Startowałem na 5 km. Nie miałem żadnego konkretnego celu czasowego. Po pięciu tygodniach bez biegania i dopiero kilku tygodniach powrotu do treningów, jedyne co chciałem, to sprawdzić gdzie jestem. Bez ciśnienia, bez udowadniania czegokolwiek.
Pierwszy kilometr: 3:05. Dokładnie w tempie, które nogi same wybrały. Czułem się lekko. Nie patrzyłem na zegarek – biegłem na czucie, tak jak lubię najbardziej.
Po 800 metrach wyszedłem na prowadzenie. Trasa prowadziła przez centrum Goudy – wąskie uliczki, bruk, zakręty. Trzeba było biec z głową, nie tylko z nogami. Na szczęście nie było silnego wiatru, co w Holandii to rzadkość.
W połowie dystansu miałem już solidną przewagę. Ale nie myślałem o wygranej – myślałem o tym, że nogi działają, że biodro nie boli, że wracam. To było ważniejsze niż jakiekolwiek miejsce.
Ostatni kilometr to już tylko kontrola. Nie cisnąłem na rekord, bo wiedziałem, że to nie ten moment. Przebiegłem przez metę z czasem 15:26 – pierwszy, z solidną przewagą nad drugim.
Wygrałem. Nie tyle bieg, co swoją głowę. Bo ta wygrana przyszła w momencie, kiedy najmniej o nią walczyłem. Biegłem tak, jak niosła mnie forma i lekkość. I właśnie dlatego była tak cenna.
Na podium z serem i kwiatami. Pierwsza wygrana w Holandii – smakuje jak ten ser: intensywnie.
Wyniki podopiecznych – ich sukces to mój sukces
Ale ten dzień nie był tylko o mnie. Ba, powiem więcej – wyniki moich podopiecznych dały mi więcej radości niż własna wygrana.
🏃♀️ Dominika
🏃♀️ Magda
🏃 Wiesiek
Dominika stanęła na podium – 2. miejsce wśród kobiet z czasem 21:56. Magda wbiegła do top 5 kobiet. A Wiesiek przebiegł solidny półmaraton w tempie poniżej 3:50/km – to mocny wynik!
Patrzeć, jak ktoś, kogo trenujesz, przekracza swoje granice – to niesamowite uczucie. To potwierdzenie, że twoja praca ma sens, że metody działają. To buduje coś więcej niż relacja trener-zawodnik – to buduje wspólnotę.
Wiesiek na mecie półmaratonu – solidny bieg w tempie 3:49/km.
🧀 5 kg sera – najlepsza nagroda ever
Ten ser zajmuje pół mojej lodówki. Za każdym razem, gdy na niego patrzę, robi mi się ciepło na sercu. Bo przypomina mi, że wygrana przyszła w momencie, kiedy najmniej o nią walczyłem. I że sport może być po prostu fajny – bez ciśnienia, bez nadmiernej powagi, z ogromnym krążkiem sera w nagrodę.
Lekcje, które zostaną ze mną na lata
Ten sezon, który miał być jednym z trudniejszych, okazał się jednym z najbardziej wartościowych. I choć nie wszystko poszło po mojej myśli, to właśnie dzięki temu dostałem lekcje, które zmieniły moje podejście do biegania, treningu, a może i życia.
- Słuchanie ciała jest ważniejsze niż plan. Może być najlepszy plan świata, ale jeśli ciało mówi „stop”, to nie wygrasz z biologią. Ja próbowałem. Przegrałem. I dobrze.
- Mobilność i technika to nie dodatki. Kiedyś chciałem po prostu biegać. Teraz wiem, że ciało musi być przygotowane – i to codziennie.
- Regeneracja to trening. Brzmi jak banał. Ale każdy ambitny zawodnik wie, jak trudno to zaakceptować. Ja musiałem dostać w twarz kontuzją, żeby w końcu to pojąć.
- Wynik nie definiuje człowieka. Mogę mieć gorszy dzień, gorszy sezon, mogę nie startować przez kilka tygodni. To nie zmienia tego, kim jestem.
- Cierpliwość to też forma siły. Im bardziej ciśniesz, tym więcej ryzykujesz. A prawdziwa siła jest w umiejętności zatrzymania. Zrobienia kroku w tył.
Co dalej
Gouda była dla mnie potwierdzeniem, że wracam. Nie papierowo, nie treningowo – naprawdę. Z głową na swoim miejscu, z ciałem, które znowu słucha, z radością z biegania, której brakowało mi przez te tygodnie przerwy.
Teraz przede mną kolejne starty. Spijkenisse, Malaga – i dalej budowanie formy pod główny cel 2026 roku: mistrzostwa Polski w duathlonie w Czempiniu.
Ale niezależnie od wyników, jedna rzecz się nie zmieni: podejście. Trenuję, bo kocham ten proces. Doceniam każdy krok, każdy oddech. I w końcu wiem, że bieganie ma być dla mnie, a nie przeciwko mnie.
Najważniejsze zwycięstwa to te, których nikt nie widzi. Te wewnętrzne. Te, które wygrywasz sam ze sobą. A ser? Ser jest tylko wisienką na torcie. Serem na torcie? No, wiecie o co mi chodzi.



Odnośnik zwrotny: Początek drogi – dlaczego zdecydowałem się na bloga -