Maraton Malaga 2:26:25 | PaceLab
Tomasz Dzięcioł tuż za metą maratonu Malaga 2025

Maraton Malaga 2:26:25 – walka, słońce i wiatr

2:26:25
Czas oficjalny
3:28/km
Tempo średnie
22.
Miejsce Open
11°C
Temperatura

Nowy rekord życiowy

Zrobiłem to. 2:26:25 w maratonie Malaga, 14 grudnia 2025, słoneczna Hiszpania. Nowy rekord życiowy. Ale zacznijmy od początku, bo droga do tego wyniku nie była prosta.

Po super starcie w Spijkenisse miałem apetyt na bardzo wiele. Byłem przekonany o złamaniu 2:30, chodziło mi po głowie bardziej 2:25. To nie była brawura – forma wskazywała, że jest to realne. Półmaraton pokazał, że nogi mają, że głowa trzyma, że można próbować czegoś większego.

Dwa tygodnie między startami

Tydzień po półmaratonie to głównie regeneracja. W niedzielę biegałem, więc poniedziałek i wtorek to spokój. Bieganie: Fartlek LT, żeby przypomnieć nogom tempo, i long run 29 km – już myśląc o maratonie, ale bez forsowania. Rower: FATmax i Z2, budowanie bazy tlenowej bez zbędnego obciążenia nóg.

Pływanie – dalej ta sama robota nad pozycją na wodzie. Dalej te same ćwiczenia, bo zmiany w technice to maraton, nie sprint. Siłownia bez rewolucji – mocny trening budowania siły.

W tygodniu startowym już taperowanie formy. Siłownia: redukcja obciążenia, wyłączenie niektórych ćwiczeń – szczególnie tych, które zostawiają DOMS (delayed onset muscle soreness). Basen bez zmian – technika nie męczy, a potrzyma głowę w trybie treningowym.

W bieganiu: tlen z rytmami – przypomnienie nogom, że umieją być szybkie, ale bez demolowania glikogenu. Rower bardzo lekko z przyspieszeniami – obudzić mięśnie, ale nie zmęczyć.

Czułem, że forma jest. Ale maraton to nie półmaraton. Wiedziałem, że pytanie nie brzmi „czy dam radę”, tylko „jak długo wytrzymam tempo”.

Sobota – podróż do słońca

Do słonecznej Malagi polecieliśmy z podopieczną Dominiką w sobotę, dzień przed startem. Ona też startowała – w maratonie. Wszystko poszło gładko, bez opóźnień, co przy weekendowych lotach wcale nie jest standardem.

W samej Maladze znaleźliśmy się o 16:50. Pierwsze, co po wyjściu z lotniska – słońce. Rzuciło mi się w oczy natychmiast. Tego mi brakowało w Holandii, gdzie grudzień to szarość, deszcz i wiatr. Tu? Palmy, niebo, ciepło.

Malaga - palmy i słońce Expo maratonu Malaga - tablica z imieniem Tomasz Dzięcioł

Malaga przywitała nas słońcem i palmami. Na expo – moje nazwisko na oficjalnej tablicy.

Od razu ruszyliśmy w stronę punktu, gdzie można odebrać pakiety startowe. Mieliśmy czas do 20:00, rano w dniu startowym odbiór nie był możliwy. Ale po drodze postanowiliśmy coś zjeść. Byliśmy głodni, a dzień przed startem nie wypada dopuścić do głodu – to podstawa.

Zamówiliśmy klasyk: makaron w sosie pomidorowym. Ja, głodny po podróży, skusiłem się jeszcze na zupę z owoców morza. I tak mijały minuty, rozmawialiśmy, relaksowaliśmy się… i nagle 19:15. Okazało się, że kelner zapomniał o makaronie.

Także wypełniony zupą rybną pomknąłem po pakiet startowy. Oczywiście wszystko na ostatnią chwilę – jak to ja – ale się udało odebrać.

Expo jak to expo, nic specjalnego. Stoiska sponsorów, gadżety, tłumy ludzi robiących zdjęcia. Pakiet startowy nawet całkiem spory: singlet w środku, jakieś batony, woda, ciastka. Dominika wylosowała jakiś pakiet PRO, bo miała wszystkiego 3x więcej. Najwyraźniej szczęście jej sprzyjało już przed startem.

Wieczór przed – przygotowania

Przygotowaliśmy wszystko, żeby rano nie było niespodzianek. I wtedy się okazało: zapomniałem skarpetek do biegania. Klasyka. Na szczęście miałem skarpetki kolarskie – zaplanowaliśmy po maratonie w któryś dzień wycieczkę na rowerze szosowym, więc ekwipunek rowerowy był ze mną.

Przygotowałem więc: 5 żeli schowanych już w pasie maratońskim, numer startowy przypięty na singlecie wraz ze spodenkami, bielizną i butami startowymi. Wszystko leżało na krześle – rano tylko ubrać i wyjść.

Prysznic i do spania. Oczywiście ciężko było zasnąć – jak przed każdym ważnym startem. Głowa pracuje: „A co jeśli tempo będzie za szybkie?”, „A co jeśli wiatr?”, „A co jeśli się rozpadnę na 35 km?”. Ale jakoś udało się przespać jakieś 6 godzin według zegarka. Wystarczy.

Dzień startu – pobudka i spokój

Pobudka o 6:00 bez ociągania się. Zjedliśmy lekkie śniadanie, wypiliśmy kawę – nie za dużo, nie za mało – prysznic na pobudzenie. Stresu o dziwo nie było. Może dlatego, że byłem tak dobrze przygotowany? Może dlatego, że to nie był mój pierwszy maraton? A może po prostu dzień był na to.

Tomasz Dzięcioł przed startem maratonu Malaga 2025

Przed startem – skupiony i gotowy na walkę.

Za oknem ciemno i bardzo wietrznie, ale mieszkając w Holandii jestem do tego przyzwyczajony. Wiatr to mój codziennik. Na start mieliśmy 800 m, także mogliśmy sobie pozwolić na dość późne wyjście, połączone już z lekkim truchtem.

Na 30 minut przed startem każdy poszedł w swoją stronę i rozgrzewał się po swojemu. Ja trucht, dynamika, kilka przyspieszeń – standardowo. Żadnych rewolucji.

Na 8 minut przed startem poszedłem do boxu startowego nr 1. Wszystko było fantastycznie zorganizowane. Nie było problemu z przejściem praktycznie na linię startu. Zero zamieszania, zero stresu organizacyjnego. Profesjonalka.

Widok był piękny: wschód słońca, palmy po bokach ulicy, tysiące uśmiechniętych ludzi. Mega. To jest właśnie ta magia startów za granicą – atmosfera, organizacja, energia.

Pogoda: 11°C i wietrznie. Mogło być gorzej, mogło być lepiej. Ale w głowie miałem: „To są warunki, akceptuję je”.

Start – 3:25 min/km i grupa

Po wystrzale startera ruszyłem tempem 3:25 min/km, tak jak zakładałem. Po 1 kilometrze już się ułożyła dość spora grupa biegnąca w tym samym tempie. Także jak zawsze zmieniłem tarczę zegarka na mapę, żeby mi się nie dłużyło i żebym się nie rysał tempem. To moja metoda – biegam na czucie, nie na cyfrach.

Okazało się, że PRO dziewczyny z Kenii i Etiopii biegły na podobny czas, co skutkowało biegiem razem. Od razu pomyślałem, że będą biec równo lub delikatnym negative splitem – jak to profesjonalistki.

Zapytałem prywatnego pacemakera, w jaki czas celują. Odpowiedział: 2:25.

To o czym marzyłem. Postawiłem sobie za cel: utrzymanie grupy. Nie myślałem o tym, co będzie później. Myślałem: „Trzymam się ich, ile się da”.

Pierwsze 21 km – znakomicie

Pierwszy półmaraton biegło mi się naprawdę znakomicie. 1:13:03 – tyle zajęło nam przebiegnięcie połowy dystansu. Nogi lekkie, oddech równy, głowa czysta. Czułem, że jest dobrze. Że plan działa.

Bieg z grupą PRO na połowie maratonu Malaga

Bieg w grupie z profesjonalistkami z Kenii i Etiopii – pierwsza połowa w tempie 3:27/km.

Jedyne, co mnie trochę męczyło, to samochód z czasem na górze i kamera z transmisji live, która była ciągle przy top 1 kobiet. Po prostu mi się dłużyło – co spojrzałem na przód, to widziałem czas.

Po 21 km grupa się rozpadła – okazało się, że startowaliśmy razem z półmaratonem. Ci, którzy biegli 21 km, skręcili w swoją stronę. Zostało nas około 8 osób, w tym 3 PRO top dziewczyny wyścigu.

Żele regularnie co 30 minut (w tym jeden z kofeiną), woda co stację. System działał. Często przejmowałem rolę i pomagałem prywatnemu pacemakerowi biec, biorąc na siebie część wiatru. Nie lubię być parówą, nawet kosztem kilku sekund. Wolę biec uczciwie, nawet jeśli to kosztuje.

I tak leciało do 34 kilometra, kiedy to przebiegaliśmy przez stadion lekkoatletyczny i biegliśmy wzdłuż morza Śródziemnego pod potężny wiatr.

Wtedy się zaczął wyścig.

Maraton Malaga 2025 – dane z trasy
Mapa trasy maratonu Malaga Oficjalne wyniki Tomasz Dzięcioł - Maraton Malaga 2:26:25

34-42 km – walka o przetrwanie

W grupie zostały tylko 3 osoby i ja, w tym tylko 1 dziewczyna, która była pierwsza. Tempo rosło. Oni przyspieszali, ja próbowałem trzymać.

Na 37 kilometrze już mnie oderwali. We trójkę coraz szybciej biegli. Ja niestety z 3:24 zwolniłem momentami nawet do 3:40 min/km.

Biegłem na absolutnych oparach, już tylko siłą woli. Nogi ciężkie, oddech płytki, w głowie tylko jedno: „Nie zwalniaj za bardzo. Trzymaj, ile się da”.

Tomasz Dzięcioł - ostatni kilometr maratonu Malaga

Ostatni kilometr – walka z wiatrem i własnymi nogami. Każdy metr bliżej mety.

Wyszło mało objętości biegania. To była prawda, którą znałem już przed startem, ale teraz poczułem ją na własnej skórze. 47 km średnio tygodniowo przez ostatnie 3 miesiące – to za mało na maraton w takim tempie.

Baza tlenowa była, ale specyficzna wytrzymałość biegowa na 42 km w tempie 3:25? Zabrakło. Na rowerze ciułałem dużo – przygotowania idą pod główny start w 2026 roku, czyli mistrzostwa Polski w duathlonie na średnim dystansie.

Trochę werwy zyskałem dopiero, jak skręciłem na 40 kilometrze w stronę centrum. Pięknie wystrojony deptak, tłumy kibiców, krzyki, oklaski – to dodało mi mnóstwo sił. Ostatnie 2 km to była czysta adrenalina. Jakoś to dociągnąłem, kończąc na 22 miejscu z wynikiem 2:26:25.

Oficjalne splity

Punkt Czas Tempo odcinka Uwagi
10 km 00:34:41 3:28/km Równo z grupą
15 km 00:51:59 3:27/km Idealnie w planie
Półmaraton 01:13:03 3:27/km Świetna połowa!
25 km 01:26:25 3:25/km Najszybszy odcinek
35 km 02:00:38 3:25/km Jeszcze trzymam
35-42 km ~3:35/km Rozpad pod wiatr 💨
META 02:26:25 3:28/km 🏆 Rekord życiowy!
Tomasz Dzięcioł tuż za metą maratonu Malaga 2025

Meta maratonu Malaga – 2:26:25, nowy rekord życiowy!

Podsumowanie – duma i wnioski

Jestem dumny, bo dałem z siebie 100%. Mimo kontuzji, mimo niskiego kilometrażu, mimo tego, że wiatr na końcówce demolował – udało mi się osiągnąć cel, jaki postawiłem sobie jeszcze na Berlin.

Może nie było 2:25, ale była walka. Było złamane 2:30 na nie tak łatwej trasie jak Amsterdam, Berlin czy Valencja. Malaga to nie jest płaska autostrada – tam są zakręty, wiatr, techniczne fragmenty.

Dominika z medalem maratonu Malaga

🏅 Dominika – rekord życiowy o 16 minut!

Również spisała się na medal. Poprawiła swój październikowy rekord życiowy z maratonu Eindhoven o 16 minut!

3:38:17
Czas
-16 min
vs Eindhoven
5:11/km
Tempo

Jakie wnioski wyciągłem?

  • Maraton to maraton – trzeba trochę pobiegać. Końcówka mnie zmiotła z planszy, ponieważ kilometraż był przez ostatnie 3 miesiące naprawdę niski. Zaledwie 47 km średnio tygodniowo – to za mało, by utrzymać tempo 3:25 przez pełne 42 km.
  • Forma była dobra, baza tlenowa również, ale brakowało specyficznej wytrzymałości biegowej. Brakowało tych długich biegów powyżej 30 km, brakowało objętości, brakowało nawyku noszenia ciała przez 2,5 godziny w wysokim tempie.
  • Na rowerze ciułałem dużo, bo to jest klucz do duathlonu – ale nogi biegacza potrzebują biegania.

Ale – i to jest ważne – nie żałuję. Startowałem świadomy ryzyka. Wiedziałem, że formuła „mały kilometraż, wysoka intensywność” ma swoje limity. I poznałem te limity. To cenna lekcja.

Kolejny maraton? Będzie. Z większą objętością, z lepszym przygotowaniem specyficznym, z mądrzejszą strategią. A na razie – cieszę się tym, co osiągnąłem. Bo 2:26:25 to nie jest wynik, który przychodzi przypadkiem. To efekt pracy, determinacji i wiary w plan.

I słońca Malagi, które przypomniało mi, dlaczego w ogóle biegam.

/

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry