Nowa pozycja, nowe części – przebudowa roweru
Wszystko się zaczęło od jazdy indywidualnej na czas w Amsterdamie we wrześniu na dystansie 17,5 km. Zająłem tam piąte miejsce. Przy 5,2 W/kg miałem zaledwie 45,5 km/h – niewiele szybciej niż na połówce Ironmana, gdzie generuje się znacznie mniej watów. Coś było nie tak.
Cervelo po przebudowie – nowa korba 155mm, blat 56T, siodełko ISM PN 3.1
Jak to się zaczęło
W kolarstwie jest ten plus, że zawodnicy wrzucają swoje aktywności i dobrze je opisują. Po analizie okazało się, że mając najwyższą moc/kg w całej top 5, miałem najniższą prędkość.
Zacząłem od analizy filmików. Tutaj już rzuciło się w oczy, że cały się kiwałem na tym rowerze, a pozycja nie jest do końca tak aero, jak myślałem. To mi dało potężny bodziec do zmiany.
Pozycja na rowerze to 3/4 oporu, jaki stawiamy – tutaj było na pewno dużo do poprawy.
Siodełko – 5 lat cierpienia się skończyło
Bike fitting postanowiłem zrobić na spokojnie gdzieś w styczniu/lutym, jak będę w Polsce. Ale przed tym w końcu wziąłem się za zmianę siodełka.
Od samego początku przez 5 lat jeździłem na oryginalnym siodełku od Cervelo. Nie był to jakiś mega źle dopasowany model, ale też nie był optymalny. Przy wysokiej temperaturze i intensywności zdarzało mi się zaliczyć otarcia na pachwinie.
Ostatni rok robił się coraz bardziej bolesny. Z czasem coraz częściej się ruszałem i szukałem innego punktu podparcia. Z miesiąca na miesiąc mój tyłek coraz głośniej mówił: „Ej, ja już nie mogę. Zmień to siodełko w cholerę”.
Testy siodełek – metoda prób i błędów
Po mini roztrenowaniu wziąłem się za test siodełek.
Zacząłem od Prologo Dimension TRI. Kompletnie mi nie siadło. Odesłałem po pierwszych dwóch jazdach – bardzo podobne odczucia co z oryginalnym siodełkiem.
Następnie PRO Aerofuel. Też nie siadło, odesłałem.
Trochę się zagłębiłem w temat i postanowiłem poszukać siodełka, które pomoże na moją największą dolegliwość – otarcia na pachwinie. Zainteresowałem się firmą ISM. Padło na model PN 1.0.
I gamechanger.
Siodełko ISM PN 3.1 – żółty kwadrat to miejsce, gdzie powinienem siedzieć
Mimo że na początku źle siedziałem (za bardzo z przodu), to i tak czułem się bardziej stabilnie. Po dwóch tygodniach testów, kiedy już zrozumiałem, gdzie muszę dokładnie siedzieć, przeszkadzała mi właściwie jedna rzecz – siodełko było trochę za twarde. Przy długiej jeździe na trenażerze czułem gałęzie łonowe.
Zamówiłem jeszcze jedno siodełko od ISM – model PN 3.1. Dedykowany pod długie dystanse i siadło w 100%. Problem siodełka z głowy.
Bike fitting – pozycja „dżdżownicy”
Przyszedł czas na zmianę pozycji. Wybrałem się do bikefittera we Wrocławiu.
Bikefitting we Wrocławiu – mocna korekta pozycji
Główne zmiany:
Wysunięcie mnie o wiele bardziej do przodu z dłuższym mostkiem. Mocna korekta kokpitu. Ręce o wiele węziej. Kąt lemondki poszedł 5 stopni wyżej.
Dzięki temu jestem w pozycji, jak ja to nazywam, „dżdżownicy”.
W nową pozycję się już wjeździłem. Prawdziwy test był na zewnątrz – tam się okazało, że jest super. Zero dyskomfortu, łatwość generowania mocy, łatwo i wygodnie trzymam pozycję aero bez bujania się.
Zamiana na duży plus! Ćwiczenia stabilizacyjne i core też zrobiły swoje.
Modyfikacje roweru – krok po kroku
Poszedłem za sugestią bikefittera i postanowiłem trochę zmodyfikować mój rower.
Zacząłem od rozkręcenia roweru do ostatniej śrubki i skręcenia na powrót. Po poprzednim sezonie Cervelo było trochę dojechane.
Blat – z 53-39T na 56T
Kiedy się wjeździłem w pozycję, przyszedł czas na nowy blat z przodu. Z 53-39T przeszedłem na jeden blat 56T.
Różnica? Kręci mi się płynniej. Łańcuch jest też bardziej na środku kasety przy prędkościach przelotowych, a nie na ostatnich biegach.
Korba – z 165 mm na 155 mm
Po 2 tygodniach wymieniłem też korbę z pomiarem. Ze Shimano 105 R7000 z pomiarem jednostronnym Inpeak 165 mm przeszedłem na ROTOR ALDHU 155 mm z pomiarem w pająku.
Różnica? Tutaj ogromna.
Jest mi jeszcze wygodniej jechać w pozycji aero. Nie dotykam przy dużej intensywności przepony. Mam wrażenie, że kręci mi się jeszcze bardziej płynnie i mam uczucie, że pcham pedały do tyłu, a nie w dół.
Mogłem się jeszcze troszkę przesunąć do przodu, co pozwoliło mi się jeszcze lepiej ułożyć na padach. Nie spodziewałem się aż takiej pozytywnej różnicy.
Jeśli chodzi o pomiar mocy, to nie zauważyłem żadnej różnicy między jednostronnym a obustronnym pomiarem.
Pełna lista zmian z kosztami
Części zakupione
Kolarstwo i pieniądze – niewygodna prawda
Mimo że kocham kolarstwo, zwłaszcza w triathlonie, to niestety jest też minus. Nie ma wystarczającej ilości pieniędzy = mniejsza prędkość.
Generując dla przykładu 320 W w takim średnim setupie, jaki posiadam, i tak nie mam szans z osobą, która generuje 280 W w pełnym aero setupie. Koła, aerofitting, strój, buty i wiele innych rzeczy mają ogromny wpływ w jeździe indywidualnej na czas.
Ja zaczynam od tego, gdzie najwięcej można urwać, a więc pozycja i stabilność na rowerze.
Plan upgrade’ów – krok po kroku
Co będę upgrade’ował jak najmniejszym kosztem, żeby mieć chociaż jakiś kontakt z czołówką:
Planowane zmiany
Każda z tych pozycji urwie waty generowane przez opór powietrza czy opory toczenia. To mój plan, który stopniowo, w miarę wolnej gotówki, będę realizował.
Darmowe waty możemy też wycisnąć z zadbanego, wyczyszczonego i nasmarowanego sprzętu. To jest absolutna podstawa.
Rzeczywistość – lędźwie i adaptacja
Nowa pozycja w akcji – 10. miejsce mimo bólu lędźwi
Miałem już kilka jazd na zewnątrz oraz pierwszy start w duathlonie. Był to start testowy na mistrzostwach Holandii na dystansie 10-42-5. Na rowerze odezwały się znowu lędźwie – zbiegło się to ze zmianą korby na krótszą (tydzień wcześniej). Organizm prawdopodobnie się nie zaadaptował. Mimo bólu zająłem 10. miejsce. O tym więcej w kolejnym wpisie.
Pracuję nad tym oraz nad trzymaniem bardzo stabilnie pozycji. Bez tego wszystkie upgrade’y nie mają sensu.
Przestawiłem się już całkowicie na jazdę na zewnątrz. Na trenażerze stabilizacja nie istnieje. Mimo ćwiczeń na siłowni i tak plecy się odzywały podczas generowania dużej mocy po szybkim biegu na 10 km.
Na szczęście ten start mi pokazał, co muszę zrobić i z każdą jazdą jest coraz lepiej. Lędźwie odpuściły. Stabilizuję już bardziej brzuchem, jak to być powinno. Nic tylko dalej jeździć.
Co dalej?
Jak to wszystko będzie się sprawować, zobaczymy po wynikach na konkretnych zawodach. Na wiosnę będą dwie czasówki na tej samej trasie co we wrześniu ubiegłego roku – będę miał super porównanie.
Najważniejsze, że pozbyłem się dyskomfortu. Jest mi wygodnie, a do tego powinno być szybciej.
Kolejny start w niedzielę 12 kwietnia 2026.
Uwielbiam jazdę na rowerze. To mój konik.


